środa, 13 maja 2015

Kołderka dla Antosia za jeden uśmiech

Uszyłam kolejną uśmiechową kołderkę, dla Antosia

 Bałam się, że ten granat będzie za ciemny, ale teraz widzę, że podkreślił przepiękne hafty przygotowane przez dziewczyny z akcji.
 Pikowałam po raz pierwszy nie monofilem a normalną nicią. Na dodatek była to specjalna nić do pikowania, taka tęczowa. Jest mocniejsza i sztywniejsza niż zwykłe nici. 
Świetnie się nią szyje a efekt jest śliczny. 


Tył kołderki skomponowany z dwóch materiałów, pikowany białą nicią.


Muszę przyznać, że szycie tych przytulanek sprawia mi niesamowitą przyjemność.
Już wiem dlaczego kiedyś, jak szyłam kołderki, nie miałam czasu na szycie niczego innego.
Szycie kołderek jest po prostu uzależniające. 
Zaraz lecę na stronę kołderek żeby zgłosić się do szycia kolejnej.


A zanim dostanę nowe kwadraty z haftami, będą powstawać takie oto ajtemy (items) jak to mówią moje dzieci:


ale z takich oto fabricsów:


potem się to wszystko zeszyje do kupy i zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Round Robin czyli wkoło Macieju



Dawno, dawno temu...

dokładnie 9 lat temu zebrała się grupka sześciu patchworkujących dziewczyn i postanowiły się zabawić w szycie patchworków "wkoło Macieju".

Były to: Panett, Niedzielka, Klaudia, Cebulka, Lilka i ja.

Zaczęło się od tego, że każda z nas uszyła sobie swój środek patchworku. Potem pakowała go w kopertę, dołożyła parę kolorystycznie dobranych szmatek i wysłała do koleżanki. Zaraz też otrzymała przesyłkę od innej koleżanki z jej środkiem patchworku. Kolejnym zadaniem było doszycie ramki, zapakowanie i podanie dalej. Potem następna ramka, następna itd. Na koniec każda z nas miała wierzch patchworku uszyty po kolei przez 6 osób. 
Wykończenie należało do właścicielki. 



I mój RR (zwany tak przez nas od angielskiej nazwy tej zabawy Round Robin) czekał na wykończenie przez 9 lat, bowiem cała zabawa odbyła się w roku 2006. To jest chyba światowy rekord długości szycia patchworku ;), nie wiem czy nie nadaje się do Guinesa...

Aktualnie suszy się po praniu i wygląda tak:


Całość prac nad poszczególnymi patchworkami została udokumentowana i opisana ale chwilowo jest dla mnie niedostępna. Mam nadzieje, że uda mi się uzyskać te materiały i będę Wam mogła pokazać wszystkie powstałe wtedy patchworki.





wtorek, 28 kwietnia 2015

Kołderki za jeden uśmiech - powrót po latach

Powróciłam po kilku latach do projektu kołderek za jeden uśmiech


Już zapomniałam jak szybko i jak przyjemnie szyje się uśmiechowe kołderki.
To tej akcji, tej stronie i tym osobom zawdzięczam większość moich umiejętności patchworkowych.
Pamiętam jak szyłam pierwszą kołderkę dla Piotrka.

Szyłam ją na piechotę, z duszą na ramieniu, chyba ze dwa tygodnie. Każdy kwadracik i pasek wycinałam nożyczkami i w ogóle nie byłam pewna czy może tak być. Wszak wzór pierwszych kołderek nie zakładał ramek naokoło każdego kwadratu z haftem.

Kołderkę dla Wikusia, podobną przecież, szyłam dwa dni. Ale teraz już mam pełno sprzętu ułatwiającego szycie oraz znam sporo różnych tricków szycie przyspieszających. ;)



Zgłosiłam się do szycia następnej kołderki i już mam na nią kwadraty. Ale musiałam uzupełnić zapas szmatek, bo takie bardziej dzieciowe, kolorowe mi wyszły. Czekam zatem na dostawę z dwóch sklepów internetowych i rzucam się do szycia.


wtorek, 7 kwietnia 2015

Pobudka z zimowego snu

I znowu minęło pół roku od poprzedniego postu.W tym czasie głównie zajmowałam się pracami domowymi. 

Jedyne co uszyłam to zestaw poduszek dla zaprzyjaźnionej rodziny. 

Na gwiazdkę..... upsss, lekka obsuwa z prezentacją ;)

Ale lepiej późno niż wcale. tadaaaam

    




Rodzince poduszki się spodobały i są w ciągłym użyciu. To cieszy ;)

Zużyłam cały zapas flizeliny dwustronnej. Muszę pilnie nabyć kawałek ;)

Oczywiście w czasie jak mnie nie tu nie było zajmowałam się głównie maleństwem, które już wcale nie jest takie maleńkie. 

Pawciowi niedługo stuknie 10 miesięcy, wow! 
Wręcz wierzyć się nie chce!
Patrzcie jaki słodziak:


zdjęcie z 27 lutego

Całuski dla wszystkich Krewnych-I-Znajomych.

czwartek, 18 września 2014

Nic o szyciu.

Czas leci nieubłaganie.
Pawełek wczoraj skończył trzy miesiące a mi to zleciało jak z bicza trzasł. Pawcio jest cudownym dzieckiem. Świetnie się rozumiemy, mało płacze. Lubi być noszony na rękach ale potrafi też zasnąć w leżaczku gapiąc się na kuchenne wyczyny mamusi. Oto co się produkuje:

nalewki z malin, pigwy i czarnego bzu 
z tych samych owoców soki:


Ale te zdjęcia to tylko pretekst bo wcale nie o kuchnię chodzi.
Chodzi o pochwałę życia kury. 
Z gatunku domesticus.
Rok temu nie wyobrażałam sobie, że moje życie może się tak potoczyć. Angażowałam się w pracę i choć czasem mnie męczyła, byłam raczej zadowolona z życia. Potem na horyzoncie pojawił się Pawełek i przeżyłam lekki szok. Chwilę mi zajęło dostosowanie się do rzeczywistości. Przede wszystkim był strach o zdrowie maleństwa. Od momentu kiedy badania prenatalne wykazały, że wszystko jest dobrze, zaczęłam cieszyć się tą sytuacją. Od pól roku jestem w domu i mam przed sobą jeszcze rok wolnego od pracy zawodowej. Korzystam bowiem z dobrodziejstwa urlopu rodzicielskiego. 
Tak mi się dobrze w domku z dzidziusiem siedzi, że już się martwię, że ten rok szybko zleci i trzeba będzie wracać do roboty...
Jak sobie radzę z maleństwem? Opieka nad trzecim dzieckiem, kiedy dwójka starszych jest już samodzielna, to bajka. Dopiero teraz doceniam uroki macierzyństwa. Nie boję się, nie denerwuję. Starsze dzieciaki uwielbiają braciszka i tak jak ja rozczulają się nad każdą minką i uśmiechem maleństwa. Moje serce jest permanentnie w stanie podobnym do serka topionego.

W czasie wakacji zaliczyliśmy wesele (Pawełek miał dokładnie dwa miesiące), na którym okazało się, że jest bardzo towarzyski a w spaniu nie przeszkadza mu głośna muzyka. Mieliśmy przez dwa tygodnie dom pełen gości i dzidziuś pozytywnie reagował na każdą ciocię i każdego wujka, którzy go bawili albo usypiali. Na rozpoczęciu roku szkolnego u starszaków okazało się, że w zasypianiu nie przeszkadza mu także harmider szkolny. Troszkę mi się synuś rozregulował na wakacjach nad morzem, gdzie był głównie noszony w chuście. Ale dość szybko wróciliśmy do rzeczywistości.
Muszę przyznać, że aktualnie przeżywam chyba najlepszy okres w moim życiu. 
Życzę wszystkim takiego spokoju i radości. 

Kilka fotek:
 z 27 czerwca (10 dni)

 w lipcu na tarasie w czasie wizyty cioci Klaudii 

 a to spacerek na plaży pod koniec sierpnia. 
zdjęcie z wczoraj:

trudno zrobić mu fotkę jak się uśmiecha, ale będę próbować ;)

wtorek, 24 czerwca 2014

Hafty i koniec laby

Laba skończona.
Pawełek przyszedł na świat 16 czerwca o 10:00. Dwa tygodnie przed terminem.
Zdrowy, śliczny dzidziuś. Ważył w dniu urodzenia 2950 g, ale za to był długi na 55 cm. 
Do tego szczęśliwego dnia udało mi się wyhaftować:

Na świąteczne poduszki:





Na podstawie własnego wzoru:


Na poduszki na licytacje dla WOŚP

No i niestety nieskończone serce.

Nie mam pojęcia kiedy Pawełek pozwoli mi dokończyć ten haft i usiąść do maszyny...

sobota, 17 maja 2014

Stained glass patchwork - witraże

Jako, że nie mogę teraz za bardzo siedzieć przy maszynie, przerzuciłam się na hafty. Posprzątałam w niteczkach, zamówiłam nowe kanwy i zaczęłyśmy z Ulą haftować motywy na poduszki na następny kiermasz świąteczny i WOŚP. Ale przecież nie będę pokazywać wiosną bożonarodzeniowych motywów ;)
Pomyślałam zatem, że wrzucę tu moje stare prace, których zdjęcia, dzięki nieocenionej Tereni, udało się wydobyć z miejsca dla mnie niedostępnego. Był taki czas, że zapoznawałam się z różnymi technikami, zarówno w szyciu jak i w innych robótkach nicianych. Szydełkowałam, robiłam na drutach (mało ale jednak), robiłam frywolitki czółenkiem (blee) i na igle (to mi się bardziej podobało). Próbowałam różnych technik hafciarskich (krzyżyki, haft płaski, richelieu). Efekty tych prób poniewierają się pewnie gdzieś w sieci, a najwięcej ich było na nieodżałowanym multiply. 
W szyciu patchworków próbowałam chyba wszystkiego. Jedną z poznanych przeze mnie technik jest stained glass patchwork, czyli po naszemu patchworkowe witraże. 
Szyłam je dwiema metodami. Jedna polega na przygotowaniu z użyciem flizeliny dwustronnej tła, czyli "szybek", a potem obszycia projektu lamówką. Ja używałam gotowej, złożonej na pół lamówki ze skosu, nabytej w hurtowni. Tą metoda powstały:

Madonna z Dzieciątkiem. Mam ją do tej pory, uważam ja za jedną z moich najlepszych prac:



 Ostatnio doszyłam Madonnie rzęsy, żeby nie było wątpliwości, że ma zamknięte oczy. Miałam wrażenie, że niektórzy nie umieli tego zobaczyć.

Wzór tego obrazu znalazłam gdzieś w sieci. 

Także Żaglowiec szyłam według znalezionego w sieci witraża:



Żaglowiec był szyty na urodziny dla mojej przyjaciółki z podnóża Tatr. 

Kolejnym projektem była Muzyczna poduszka. Projekt opracowałam sama.



Poduszka była urodzinowym prezentem dla przyjaciółki ze "stolycy".

Poza tym tą metoda uszyłam jeszcze poduszkę na akcję Kołderek za jeden uśmiech. Została podarowana siostrze jednego z obdarowanych kołderką dzieci. Poduszka szyta była na spotkaniu kołderkowym w Warszawie wiosną 2006r.:



Inną techniką szycia witraży jest wykorzystanie freezer paper. Przyprasowuje się tkaninę do niego, kopiuje wzór, wycina a potem pod spód podkłada kawałki materiałów, niczym pod odwrotną aplikację. 
Z jej zastosowaniem uszyłam makatkę "Goście". Wciąż ją mam w domu.
Tak wyglądała po przyszyciu kolorowych skrawków. Widać miejscami freezer paper. Nie chciało i się go dokładnie wydłubywać;)

 Poniżej zdjęcie zrobione przed chwilą ;)

A teraz wracam do haftów:)
Pozdrowienia z deszczowej Małopolski!