piątek, 26 lutego 2016

W oczekiwaniu na wiosnę

Kilkudniowe "siedzenie" w domu z chorym Pawciem wprowadziło mnie w stan niemal depresyjny. 
Dzisiaj, jak już jest lepiej i dziecko przynajmniej spokojnie śpi po południu, postanowiłam trochę się zrelaksować, wyjść naprzeciw wiośnie i machnąć okrągłą poduszkę. Naszło mnie wykorzystanie motywu Dresden Plate, choć kiedyś odżegnywałam się od niego. No i wyszła poduszka w kolorach kwitnących krokusów. Na żywo bardziej wpada w fiolet niż niebieski. Do niczego mi nie pasuje, ale na pewno jest baaardzo wiosenna ;) 

sama poszewka:

 z wypełnieniem:

 plecki na zamek:

 i jeszcze zbliżenie ;)
.........................................................................
Dla towarzystwa niepasującej do niczego poduszce uszyłam kolorystycznie zbliżoną koleżankę. Teraz przynajmniej pasują do siebie nawzajem ;)



sobota, 6 lutego 2016

Walentynki

Na szybko machnęłam poduszkę z haftem, który powstał, jak byłam w ciąży z Pawełkiem.
Poduszka na czasie- serduszkowa




Chwilowo jednak zajmuję się głównie patchworkiem innego rodzaju. Ma on tę zaletę, że można siedzieć na kanapie i oddawać się życiu rodzinnemu dzierżąc w ręku szydełko ;)
Nie mam pojęcia co z tego będzie, to zależy na ile mi wystarczy cierpliwości ;)




sobota, 23 stycznia 2016

Doodling na poduszce

Moja Ula od pewnego czasu bazgroli różne różnistości. Doodlingiem to nazywa. Podobają mi się te jej bazgroły, więc postanowiłam je uwiecznić.
Zrobiłam fotkę rysunku a potem go wydrukowałam w powiększeniu.
Podkleiłam klejem w sprayu do kremowej szmatki i odrysowałam jak umiałam.
Potem odkleiłam papier i przyprasowałam flizelinę.
Czerwony kawałeczek i kilka małych czarnych, ale takich, co by je było trudno nicią wypełnić, nakleiłam za pomocą dwustwonnej flizeliny. Trzeba było je precyzyjnie wycinać małymi nożyczkami. Niestety, nie wyszło mi zbyt dokładne odwzorowanie.
No a potem trzeba było to wszystko przeszyć ściegiem satynowym, gdzieniegdzie wspomagając się stopką do pikowania i szyciem z wolnej ręki. Pracochłonne było bardzo i cały czas bałam się, że mi coś gdzieś nie wyjdzie i uszytek będzie do wyrzucenia. Najbardziej denerwowałam się oczywiście pod koniec roboty, bo szkoda mi było tego co już uszyłam.
Potem machnęłam jeszcze podpisik, i uszyłam poduszkę. Ula bardzo zadowolona.

Poduszka wygląda tak:

A tu poszczególne etapy roboty:

Powiększony oryginał:

Uff, kawałek już uszyty, znaczy - da się ;)

 Zestawienie oryginału z kopią ;)


 Plecki na zamek:

Teraz mało mam czasu na większe prace, więc chociaż poduszki sobie szyję....

niedziela, 10 stycznia 2016

Kolejna kołderka uśmiechowa

Tym razem kołderka prościutka w zszywaniu. Ramki i obszycie materiałem w zielono-niebieskie straszydła. Nie miałam już chłopięcych szmatek poza tymi, których tu użyłam. Na spód też już nic w moich zapasach nie zostało, tylko za wąski kawałek kredek. Więc dosztukowałam go i plecki wyszły też trochę patchworkowe. W środek włożyłam, jak do wszystkich uśmiechowych kołderek, piankę poliestrową i spięłam warstwy agrafkami. Nie odważyłam się użyć kleju, choć już od pewnego czasu używam go do kanapkowania potworów. Po wstępnym przepikowaniu po szwach postanowiłam, że już nigdy więcej nie użyję tej pianki. Jest masakrycznie, okropnie, tragicznie beznadziejna. Bardzo źle się na niej pikuje w porównaniu z bawełnianym wkładem do patchworków. A ja sie już rozpuściłam i nie mam zamiaru się więcej męczyć ;)  
Ale najgorzej było z pikowaniem. Chciałam kołdrę przepikować białą nicią ale nie wyglądało to dobrze, więc wyprułam tę nić i zdecydowałam się na monofil. Przepikowałam hafty (ach jak cudnie nabrały wypukłości!) a potem zabrałam się za pikowanie tej białej ramy. Maszyna mi się strasznie buntowała, połamałam kilka igieł. Ale zaparłam się i skończyłam. 
Teraz się suszy po praniu i w przyszłym tygodniu pojedzie do Krystiana.
Obowiązkowe fotki (niezbyt dobrej jakości ale o tej porze roku trudno o dobre światło):




niedziela, 6 grudnia 2015

Kołdra wspomnień - patchwork prawdziwy.

Właśnie skończyłam moją kołdrę wspomnień. Uszyłam ją z 2200 kawałeczków 5*5 cm, które po wszyciu mają około 3,5*3,5 cm. Jest to patchwork prawdziwy, bo szyty ze skrawków, resztek zbieranych przez prawie 15 lat szycia patchworków. Kupiłam do niej tylko spód - 2 metry polaru. Szerokość 160 cm.
Kołdra szyta jest oczywiście nie na piechotę (zajęło by mi to wtedy chyba kilka lat) ale metodą becikową. Jak ktoś nie wie, co to za metoda, to zapraszam tutaj (klik) W ten sposób zeszło mi na faktyczne szycie może w sumie tydzień. Zdecydowałam się ją podszyć tylko polarem, bo przez wykorzystanie flizeliny kołdra jest dość sztywna. Wszycie jeszcze jednej warstwy usztywniłoby ją jeszcze bardziej. Myślę jednak, że po kilku praniach trochę zmięknie. 
Kołdra w całości wygląda tak:


Wyszła bardzo rustykalnie. Tak miało być ;)
Wiele szmatek użytych w tej kołdrze to były już totalne końcówki. Kilka było takich, że wycięłam z nich jeden albo dwa kwadraciki. Sporo takich, które dostałam od różnych osób.
Na przykład:

te dwie szmatki, oraz kilka innych dostałam od Kasi Ino Ino na mojego DJ-a. 



te od Klaudii w czasie naszych niezliczonych warszawsko-krakowskich spotkań.




te, i kilka innych od Niedzielki


Ten od Lenki na kołderkowego DJ-a. został mi taki maleńki kawałeczek, że wycięłam tylko jeden bloczek


Ten od Majoli na którymś z kołderkowych spotkań w Warszawie

Ten od Eny.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Pamiętam pochodzenie niemal wszystkich materiałów na tej kołdrze. To przecież kołdra wspomnień ;)


wtorek, 25 sierpnia 2015

New York Beauty

Dawno, bardzo dawno temu brałam udział w spisku dotyczącym szycia na kołderkach czerwonych słoneczek dla Tereni. Wtedy to chyba pierwszy raz zetknęłam się z blokiem New York Beauty. Chodził za mną długo, oj chodził. Wreszcie dojrzałam do uszycia swoich własnych słoneczek, może nie takich wielkich jak tamte, Tereni, ale zawsze. 
Powolutku, przez pół roku szyłam sobie te bloczki. Zasada była taka, jak skończę coś zaplanowanego, to szyję dwa bloki NYB. Nie dałabym rady uszyć wszystkich na raz chyba. Nudno by było ;)

W każdym razie miałam uszyte 16 bloków, nawet je zeszyłam do kupy. I utknęłam. Nie wiedziałam jaką im strzelić ramkę. Nic mi nie pasowało. Oglądałam wiele patchworków w sieci z tymi blokami i większość po prostu jest bez ramy. Chyba strojność samych bloków to powoduje.
Ale ja chciałam ramkę i już.

Odłożyłam dzieło na bok i zajęłam się innymi. Uszyłam kilka kołderek i batikowego potwora. W końcu wyjęłam słoneczka i nagle zaskoczyło - przy użyciu półmiska narysowałam sobie szablon do łuku. No i potem już poszło. 
Bardzo podobają mi się moje słoneczka. 



i detalik:


Tę makatkę też zgłosiłam do konkursu:

Quilts My Way

sobota, 22 sierpnia 2015

Patchwork w kolorach lata

Kupiłam swego czasu dwa piękne batiki i tak sobie leżały na kupce z czarną szmatką przeznaczoną na tło. Aż pewnego razu natchnęło mnie, żeby poćwiczyć trochę łuczki i uszyć potwora z "ćwierćkółek". Jako, że okazało się, że czarnego mam za mało, dołożyłam jeszcze kremowy i to był dobry pomysł. Poza tym dołożyłam trochę szarości i wyszedł pierwszorzędny quilt.  Rozmiar 170/145

Postanowiłam potrenować na nim pikowanie z wolnej ręki. Od dawna miałam potrenować taki rodzaj pikowania ale nie lubię marnować roboty na wprawki, które potem niczemu nie służą. Od razu zatem rzuciłam się na głęboką wodę. Z początku szło mi mozolnie ale z czasem coraz bardziej się rozkręcałam. Najbardziej podobało mi się wymyślanie nowych motywów do pikowania i w ten sposób patchwork stał się poligonem ćwiczebnym. 
W tej kwestii wyszedł trochę crazy. ;)

Oczywiście nie ma się co porównywać do wprawionych w bojach quilterek, ale i tak jestem dumna z efektu. 

Nie obcięłam jeszcze nitek, tak bardzo chciałam Wam pokazać tego potwora. 

no i voila:

 przód


plecy


detale pikowania





detal tyłu


patchwork zgłosiłam do konkursu

Quilts My Way