Powróciłam po kilku latach do projektu kołderek za jeden uśmiech
Już zapomniałam jak szybko i jak przyjemnie szyje się uśmiechowe kołderki.
To tej akcji, tej stronie i tym osobom zawdzięczam większość moich umiejętności patchworkowych.
Pamiętam jak szyłam pierwszą kołderkę dla Piotrka.
Szyłam ją na piechotę, z duszą na ramieniu, chyba ze dwa tygodnie. Każdy kwadracik i pasek wycinałam nożyczkami i w ogóle nie byłam pewna czy może tak być. Wszak wzór pierwszych kołderek nie zakładał ramek naokoło każdego kwadratu z haftem.
Kołderkę dla Wikusia, podobną przecież, szyłam dwa dni. Ale teraz już mam pełno sprzętu ułatwiającego szycie oraz znam sporo różnych tricków szycie przyspieszających. ;)
Zgłosiłam się do szycia następnej kołderki i już mam na nią kwadraty. Ale musiałam uzupełnić zapas szmatek, bo takie bardziej dzieciowe, kolorowe mi wyszły. Czekam zatem na dostawę z dwóch sklepów internetowych i rzucam się do szycia.



