wtorek, 13 października 2009

Szkolne paranoje cz.I

    Mój syn właśnie zaczął swoją przygodę ze szkołą. Pierwsza klasa. Minęło półtora miesiąca i mam już sporo przemyśleń na temat obecnego stanu edukacji. Na ogół nieprzyjemnych. Ale o tym innym razem. Na razie musze się wywnętrzyć na inny, pokrewny temat.
    Wychowawczyni nam się trafiła specyficzna. Z zawodu prawniczka - się przyznała, dodając, że dyrekcja zakazała jej o tym mówić...
    Zaczęło się od tego, że powiedziała rodzicom na zebraniu, że nie umie rysować, nie ma zdolności plastycznych i bazdrze jak kura pazurem. Hmmm, dziwne dość, że nauczyciel w klasach 1-3 może się poszczycić takim brakiem zdolności do rzeczy, które w tych klasach są jakby podstawowe. Dzieci głównie coś rysują, kolorują, uczą się pisać ładne literki... A Pani nie umie. Na przykład kazała nam w domu zrobić papierowe słoneczniki na gazetkę, bo przeciez ona nie będzie robić na lekcji 30-tu słoneczników dla każdego dziecka po jednym. A na gazetkę trzeba słoneczniki zrobić bo w drugiej pierwszej klasie wychowawczyny robi z dziećmi piękne rzeczy na lekcjach więc "my się też musimy wykazać". Nawiasem mówiąc czasem chodzę po szkole i żadnych słoneczników nigdzie nie widziałam a były robione trzy tygodnie temu. Może rodzice muszą przyjść do szkoły zrobić tę gazetkę?...
W piątek dziecko poinformowało mnie że na poniedziałek ma zrobić drzewo genealogiczne. Troszkę się spięłam bo akurat na ten weekend wyjeżdżaliśmy ze znajomymi w góry w piątek zaraz po lekcjach a powrót był zaplanowany na niedzielę wieczór. Więc nijak czasu by nie było na nasmarowanie drzewa. Dziecko mnie uspokoiło, że nie musi być na poniedziałek, może być na wtorek. Zatem w poniedziałek całą rodziną zasiedliśmy w celu opowiedzenia dziecku o koligacjach rodzinnych. Ustaliliśmy wygląd drzewa i dziecko smarowało to drzewo z godzinę, przepisując pracowicie imiona swoich protoplastów pisanymi literami. Uparło się, że drukowanymi robić nie będzie, bo w szkole drukowane zakazane. Dodam dla ułatwienia, że w szkole do tej pory z pisanych literek przerobili A, O i M, więc praktycznie każdą inną literkę musiałam mu pisać na wzór i pracowicie ją przerysowywał, raz lepiej raz gorzej. Zwykle gorzej.
Dzisiaj przyszedl ze szkoły z nosem na kwintę. Za drzewo dostał tylko plusa bo było po terminie. A wczoraj dzieci dostawały piątki za drzewa genealogiczne wydrukowane z komputera. Zapewne dzieci są takie genialne, że już potrafią takie rzeczy na kompie robić same. Ja tu chyba czegoś nie rozumiem.
Jutro moje dziecko ma pasowanie na pierwszaka. Cała feta z tego ma być: ciastka, soczki, bukiety dla dyrekcji i wszystkich nauczycieli w pogotowiu. Rodzice się spięli, kasę pozbierali, już od dwóch tygodni omawiane są szczegóły przedsięwzięcia, kto co ma przynieść, kto co ma załatwić, kto ma gdzie być i o której godzinie niemalże. No a dzisiaj Patryk przynosi ze szkoły kwiatka wyciętego z papieru, na którym NA JUTRO ma przykleić swoje zdjęcie a całość wykleić kuleczkami z bibuły. Ponoć ma to być niezbędne na jutrzejszą imprezę. Umarłam. Po nauczce z drzewem nie ośmieli się moje dziecko przynieść coś później niż na zadany dzień. Już nie mówiąc o tym, że kwiatki potrzebne są na pasowanie. Zatem rodzina zasiadła, trzy dorosłe osoby i jedno dziecko zwijały te kuleczki i przyklejały do kwiatka ponad godzinę. Ciekawe ile czasu by to zajęło gdyby Patryk miał to zrobić sam... Jak jutro okaże się, że te kwiatki nie zawisną na jakimś bardzo widocznym miejscu całej imprezy nie zdzierżę....
A oto efekt naszej pracy:

Dla rozluźnienia napiszę jeszcze, że moje młodsze, przedszkolne, pięcioletnie dziecko tak zdefinowało "pasowanie":
"Pasowanie to jest bicie dzieci pasem, żeby sprawdzić ile wytrzymają"
Ciekawe, BTW, skąd maluchom przychodzą do głowy takie rzeczy? Dodam, że pasem dzieci nie katujemy i w ogóle nie wiem czy mamy jakiś w domu na podorędziu ;)

1 komentarz:

  1. Michał jest w zerówce w przedszkolu i jutro idą do najbliższej podstawówki na taką imprezę. Obowiązkowy strój galowy, czyli dla chłopców garnitury. Misiek na szczęście garnitur posiada, ale nie wszyscy 6-letni chłopcy mają w szafie taki element garderoby.
    I po co przedszkole ma iść na pasowanie dla pierwszaków? Chyba za tłum mają robić?

    OdpowiedzUsuń